poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rozdział dwudziesty

Anabelle 

Jak otworzyła oczy było ciemno. Leżała wciąż w miejscu, na boku z nogami podkulonymi do piersi. Bała się chociaż poruszyć, obawiając tego, że nagle coś po raz kolejny się jej stanie. Trwała w ciszy przez kilka dobrych minut. Nasłuchiwała, obawiając się najgorszego. Doskonale wiedziała też w jakim miejscu się znajdowała i wcale nie przynosiło jej to ulgi. Pamiętała każdy raz, aż za dokładnie, kiedy tutaj była przyprowadzana, co się tu działo. Na samą myśl o tym, że leży w tym samym łóżku, na tej samej pościeli po plecach przebiegały jej dreszcze. Strach towarzyszył jej przez cały czas, a to w zasadzie już nie był strach, a czyste przerażenie. Moment spokoju przed kolejną burzą, trochę ciepła i opieki, a potem kolejny atak. Poznała już jego plan, który w ten sposób właśnie wyglądał. Czego innego mogłaby się spodziewać, niż ponownego ataku ze strony nieśmiertelnego? W tej chwili już nawet nie myślała o tym, że swobodnie może przejrzeć jej myśli i wiedzieć co o nim myśli. To nie miało znaczenia. Czego tym razem od niej chciał? Co takiego miał po raz kolejny w planach? W jaki sposób chciał ją teraz złamać? Te wszystkie razy nie były wystarczające? Czy znowu chciał po prostu słyszeć jej krzyki lub kiedy go błaga o to, aby w końcu przestał i ją zabił. To mu się chyba najbardziej podobało. Świadomość, że jej życie zależy tylko od niego. Był panem i władcą, dopóki nie pozwolił jej głośniej oddychać nie miała takiego prawa. A jeśli się odezwała nieproszona... Po czasie zrozumiała, że każde wypowiedziane z jej strony słowo będzie kończyło się karą, która wcale końca mieć nie będzie. W ostatnim czasie nie odzywała się już wcale. Nie licząc cichego płaczu, kiedy była sama i czuła, że może sobie na to pozwolić oraz tych dziwnych, aczkolwiek na swój sposób przyjemnych rozmów z wampirem, kiedy do niej przychodził i zachowywał się... normalnie. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało Anabelle wydawało się, że przez te masy warstw przebija się człowieczeństwo. O ile w ogóle jeszcze coś w nim zostało. Nie wierzyła, że może go zmienić, nawet nie próbowała, bo to nie miało sensu. Jednak jeśli była jakaś szansa na to, aby mężczyzna się zmienił... Chciała w nią uwierzyć. Boże, brzmiało to naprawdę głupio. Jak w tych wszystkich filmach, gdzie on jest zły, a ona słodka, urocza i kochana. I ma w sobie coś co sprawi, że on zacznie się zmieniać, poczuje chęć, aby być dla niej lepszy. To w ten sposób nie działało. Kobieta doskonale o tym wiedziała. Mogła sobie marzyć, wymyślać lepszą przyszłość, jednak wszyscy wiedzieli co następny dzień przyniesie. Chociaż nie. Tego nie widział nikt. Mogło być dobrze, albo wręcz przeciwnie. Mógł być dla niej przyjacielski, albo znowu rozszarpywać jej gardło, rozcinać nadgarstki czy gwałcić, bo w danym momencie czuł potrzebę zaspokojenia własnych potrzeb. Wcale też nie zdziwiłaby się, gdyby uznał, że ktoś inny może ją posiadać, a ona zostałaby wrzucona do pokoju pełnym mężczyzn o charakterze podobnym do Alexandra. Bała się, że taki dzień nastąpi, a ona nie będzie w stanie nic zrobić. Jej jedyną ucieczką będzie zablokowanie zewnętrznych bodźców, udawanie, że nic takiego się nie wydarzy... Już zupełnie odruchowo złączyła ze sobą uda, zupełnie jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. Gorzkie łzy spłynęły po jej policzkach, a może cały czas spływały, a ona dopiero je zauważyła? Wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby tak było. Cała drżała, w głowie mając ten nieprzyjemny obraz, który chwilę temu sobie wyobraziła. Bez trudu potrafiła poczuć te uczucia, które mogłyby jej w takiej chwili towarzyszyć. 
Ból. Upokorzenie. Wstyd. 
To były tylko trzy główne, cała reszta była jedynie słodkim dodatkiem do tego wszystkiego. I strach. Niewyobrażalny strach przed tym co będzie następne. Nikt nie powinien przez to przechodzić, a zwłaszcza młoda dziewczyna, która miała całe życie przed sobą. Teraz doskonale wiedziała, że tego życia nie było. A ona była tylko chodzącym cieniem człowieka. Nie miała w sobie niczego z poprzedniej siebie. Zanim tu trafiła, nawet pod nadzorem matki i ojca, a raczej ludzi, którzy ją utrzymywali, potrafiła czerpać z życia radosne chwile. Nawet na moment nie zaprzestała planować, marzyć i śnić o lepszym życiu. Teraz lepsze życie oznaczało tylko śmierć. Śmierć, która nie będzie jej dana. O ile mu się nie znudzi. Minie wiele miesięcy, jak nie lat, zanim to nastąpi. O ile wcześniej przypadkiem jej nie zabije. Co byłoby jej bardzo na rękę. Zostać zamordowaną przez swojego pana, bo nie potrafił nad sobą zapanować. To byłoby... Miłe. Najmilsza rzecz z jego strony jaką by dla niej zrobił. Kąciki ust dziewczyny leciutko wzniosły się do góry na tą myśl. Mogłaby zostać zabita, a wtedy wszystko stałoby się lepsze. Teraz wcale nie była taka pewna czy jeszcze w cokolwiek wierzy. Czy gdyby Bóg istniał naprawdę to te rzeczy by się działy? Czy gdyby chociaż trochę zależało mu na losie ludzi pozwoliłby, aby byli mordowani każdego dnia przez istoty, które jedynie kształtem przypominały człowieka? Dzikie bestie, które chciały tylko zabić. Odpowiedź była jasna. Jakby mu naprawdę zależało poprawiły ich los. W końcu był potężny, prawda? Czy nie wystarczyłoby pstryknięcie palcami, aby umarły bądź tak po prostu bez wyjaśnienia zniknęły z powierzchni zmieni pozwalając ludzkości wrócić do wcześniejszego życia? Anabelle innego nie znała. Od kiedy pamięta fwidziała na ulicach długie, białe i ostre kły, banki krwi i plakaty z hasłami, aby oddawać krew w zamian za spokojne życie własne i bliskich. A ona to robiła, dostosowała się do procedur, każdego miesiąca zjawiała się o tej samej porze, w tym samym miejscu i oddawała krew. I co jej z tego przyszło? Jedno wielkie gówno. Jakby tylko wiedziała... Och, jakby tylko wiedziała odebrałaby sobie życie zanim do tego wszystkiego doszło. Wolała to, niż życie w strachu i wiecznie uciekać. Ucieczka niewiele by dała. W końcu i tak udałoby mu się ją znaleźć, a ona zajęłaby tu swoje miejsce. To teraz była jej kolej, aby mu służyć. Tak jak poprzedniczki leżała pewnie w tym samym pomieszczeniu, tak samo przerażona. Tak samo zniszczona. Zarówno wewnątrz jak i zewnątrz. Była wykończona. Tak strasznie zmęczona, obolała i chociaż to najmniej ważne, głodna. Nie pozwolił jej się zagłodzić na śmierć, jednak to co dostawała do jedzenia ciężko było nazwać jedzeniem. Ostatni raz porządny posiłek zjadła po ataku wilka w lesie, kiedy uciekła. Ostatni raz, kiedy brała ciepłą kąpiel. Alexander nie lubił na nią patrzeć, kiedy była ubrudzona własną krwią, wymiocinami czy brudem z celi, gdzie spędzała większość czasu. Fundował jej wtedy zawsze zimny, lodowaty prysznic. Nie było ciepłej wody, ładnie pachnącego płynu do kąpieli niczego. Ona, brudna, chłodna cela, zniszczone ubrania, wampir i zimna woda. O ręczniku mogła zapomnieć. Jej jedynym przykryciem był zniszczony, dziurawy koc, który po kąpieli był równie mokry co wszystko inne. Po każdym takim zabiegu dostawała nowe ubrania, nowe dla niej. Nie zawsze w dobrym rozmiarze, czasem za małe, czasem za duże i nigdy, nigdy nie były wystarczająco ciepłe, aby dała radę ogrzać się po tym chociaż trochę. W takich chwilach, kiedy leżała w ciepłym pokoju, które dawał ogień z kominka, na dużym, najwyraźniej małżeńskim łóżku, pod ciepłą kołdrą i na miękkich poduszkach tęskniła za tamtą celą. Bycie tutaj zawsze oznaczało kłopoty. Nie wydarzyło się tu nic dobrego, więc teraz pozostało jej tylko czekać na to co zrobi teraz mężczyzna. Jaki podejmie krok. Weźmie ją od tyłu, tak jak zwykle czy tym razem zdecyduje się na to, aby musiała na niego patrzeć? Żadnego z tych nie dało się znieść, każdy był upokarzający, bolesny. Jednak to co czuła, kiedy musiała mu patrzeć w oczy w czasie, kiedy... To było... Ciężko było jej znaleźć jakiekolwiek dobre słowa na to co wtedy czuła. Obrzydzenie było na pewno jednym z nich. Tylko pytanie czy czuła je do siebie czy do niego? Możliwe, że obie odpowiedzi były prawidłowe. Bycie okrutnym nie miało tu prawa wstępu. To jaki on wtedy był... Te słowo było zbyt łagodne, a Anabelle sądziła, że nie ma dobrego słowa, które opisałoby jego zachowanie w takich momentach. 
Jak na zawołanie poczuła na swoim ciele jego dłonie. Duże. Pewne siebie. Wiedziały gdzie mają zmierzać. Dotykał jej wszędzie. Od szyi przez piersi brzuch, wewnętrzną stronę ud, nogi łydki, aż po stopy. Nigdy się przy tym nie odzywał, tak było też i tym razem. Jak zawsze cichy, oddech miarowy jakby spokojnie spał, a nie był w trakcie ponownego gwałcenia dziewczyny. Zaczęła szybciej oddychać i się pocić. Czuła pierwsze krople na czole. Miała ochotę te otrzeć dłonią, ale tego nie zrobiła. Dalej leżała, po prostu poddając się temu co robił wampir. Co jakiś czas jej ciałem wstrząsały dreszcze, powstrzymywała chęć zwymiotowania, zaciskając mocno usta, aby temu zapobiec. Zrobi to później, kiedy zostanie sama, kiedy będzie po wszystkim. Jak długo to potrwa tym razem? Znowu będzie długo czy może tym razem się pospieszy, bo musi gdzieś wyjść, ale zanim to zrobi chciałby jeszcze jej przypomnieć po co się tutaj znajduje? To tak naprawdę nie miało żadnego znaczenia, powód był najmniej istotny. Każda sekunda przeciągała się w minutę, a minuta w godzinę. Zawsze było tak samo długo i boleśnie. Zawsze było źle. Czy w takiej sytuacji kiedykolwiek mogłoby być dobrze? A potem to poczuła, rozrywający ból w kroczu. Mocne pchnięcia. Palce zaciskane z siłą imadła na jej biodrach. 
Dłonią przetarła powieki i uzmysłowiła sobie, że jest sama. Cały czas była sama. Mimo to nie powstrzymała jęku. Pełnego bólu i żalu. Jeśli teraz to nie była prawda to za chwilę się nią to wyobrażenie stanie. To albo jej pomogło się przygotować, albo jeszcze bardziej pogorszyło sprawę. Cholera, nie miała pojęcia co to mogło zrobić. Było tak samo przerażające. Nie słyszała drzwi, które się otworzyły, ani jak ta osoba wślizgnęła się do środka. Robiła to zbyt cicho, aby zwykły człowiek mógł usłyszeć. Dopiero, kiedy zbliżyła się bardziej do łóżka wyczuła jej obecność. Spięła się przez to jeszcze bardziej. Przyszedł... Przełknęła ślinę, zamknęła oczy i była gotowa na swoją kartę. Jednak nic takiego się nie działo. Poczuła tylko lekki ciężar w okolicy nóg, a potem w pokoju zapanowała po raz kolejny cisza. Przynajmniej na kilka minut. Leżała przez ten czas bez ruchu, wpatrując się w ciemną ścianę. Co to mogło być? Chciała wiedzieć. Podnieść się i zobaczyć. Zwyczajna ludzka ciekawość. Zostawała też obawa, że kiedy to zrobi sielanka się skończy. Dlatego wciąż leżała, nie poruszając się nawet o milimetr. Cisza miała w sobie coś przerażającego. Szumiało jej w uszach. Tak jak zwykle potrafiła ją znieść i się z niej cieszyła tak teraz po prostu było jej z nią źle. Strasznie źle, o ile mogła tak powiedzieć. Przygryzła delikatnie wargę. Uważała przy tym, aby zębami nie rozdrapać starych, a może nowych, ran. Jeszcze tego jej brakowało, aby zaczęła krwawić i zbawiła zapachem krwi wampira. Pewnie i tak zamierzał się tutaj pojawić, ale to mogło przyspieszyć jego pojawienie się tutaj. Coraz bardziej ją ciekawiło co znajdowało się na łóżku. Kto to przyniósł i z jakiego powodu. Minęło kilka kolejnych długich minut zanim bardzo powoli podniosła się na rękach. Na łóżku leżało niewielkie, czarne pudełko. Nie było też takie małe. Znacznie większe, niż te na buty. Nie potrafiła nawet na oko stwierdzić jakiej było wielkości. Wydawało się na pierwszy rzut oka małe. Jednak co zobaczyła później, było dość wysokie. Większość pudełka po prostu się ukryła w kołdrze. Pudełko było zwyczajne, bez żadnych dodatków. Długo się w nie wpatrywała, aż w końcu bardzo niepewnie po nie sięgnęła. Okazało się być dość ciężkie. Z braku sił miała mały problem, aby je podnieść, ale w końcu się dziewczynie to udało. Ściągnęła z niego pokrywkę. Na wierzchu leżała biała kartka, a zawartość była zakryta czarną bibułką. Sięgnęła w pierwszym odruchu po kartkę. 

Anabelle, 
Znajdziesz tu potrzebne rzeczy. Nie dziękuj, nie rozmyślaj zbyt długo. Po prostu skorzystaj. 
A.

Wpatrywała się w odręcznie napisany tekst z niedowierzaniem. On... coś dla niej? Przełknęła ślinę i odłożyła kartkę na bok. Bardzo niepewnie ściągnęła papier z wierzchu. Ze środka wyciągnęła zapakowany jeszcze w pudełko zestaw do kąpieli. Najprawdziwszy szampon, odżywka i płyn. Widok ten był tak niezwykły... Nie wierzyła. Wpatrywała się w tak zwykłe rzeczy przez tak długi czas. W końcu odłożyła je na bok, aby dalej sprawdzić co jest w środku. Miała najpotrzebniejsze rzeczy dla kobiety, które zawsze się przydadzą. Coś czego nie widziała na oczy od kilkunastu miesięcy. Wpatrywała się w niebieskie pudełeczko. Zaskoczona? Zszokowana? Szczęśliwa? Wszystko po kolei. Teraz nie myślała już o tym, że to pewnie kolejny podstęp, który się źle skończy. Inaczej być nie mogło. Pudełeczko dołączyło do kosmetycznych rzeczy, a ona szukała dalej. Ubrania. W jej rozmiarze, a raczej w jej nowym rozmiarze, bo przez ten czas straciła wiele na wadze i jej wymiary się pozmieniały. Kilka koszulek, par spodni, czysta i świeża bielizna, swetry... Zwykłe rzeczy, a mimo to... Po policzkach łzy spływały jej już ciurkiem. Nie panowała nad tym. Nie tyle z wdzięczności co z faktu, że będzie mogła je założyć i wykorzystać, a nie tylko pomarzyć o tym, że znowu ma na sobie coś świeżego, nie zabrudzonego... Ale to jak widać nie był koniec niespodzianek. Na samym końcu były czerwone trampki z białymi sznurówkami. Zwykle, które pewnie można dostać w sieciówkach. Każda normalna osoba na jej miejscu pewnie popukałaby się w czoło, gdyby zobaczyła jej reakcję, ale nikt normalny nie wiedział przez co przechodzi i jak wiele te rzeczy dla niej znaczą. Długo siedziała w miejscu trzymając je wszystkie w rękach, przytulając do piersi. Jakby zaraz ktoś miał tu wpaść i wyrwać je wszystkie dziewczynie siłą. Co było bardzo, bardzo możliwe. Wolno dźwignęła się z łóżka. Z pokojem była połączona łazienka, zauważyła ją dopiero za kolejnym razem, a raczej uświadomiono jej, że tu jest. Co nie znaczyło, że była ona do jej dyspozycji. Pod warunkiem, że dostała pozwolenie. Ale... teraz je miała, prawda? Nieco chwiejnym krokiem ruszyła w stronę pomieszczenia. Był tu tylko prysznic, toaleta i umywalka, a nad nią lustro. Wystarczająco dużo. Nie spieszyła się z niczym, pozwoliła sobie na długą chwilę w łazience, rozkoszując się ciepłą wodą i ogrzewając nią swoje ciało. Była strasznie zmęczona, czuła się w tym momencie zagubiona jeszcze bardzie niż zwykle. To co dla niej zrobił... Miał w tym jakiś cel. Doskonale o tym wiedziała. Oparła dłoń o ścianę, a twarz uniosła ku strumieniowi wody. Niech się dzieje co chce. I tak z tego przecież nie wyjdzie żywa, więc co miała do stracenia? Wychodząc czuła się jak zupełnie inna osoba. Miała na sobie czyste rzeczy. Człowiek czuł się zawsze lepiej, kiedy mógł się z siebie pozbyć brudu, chociaż trochę. A ona tak się właśnie teraz czuła. Tylko... Co powinna zrobić teraz? Bała się wyjść i skonfrontować z mężczyzną. Ułożyła się z powrotem na łóżku niezbyt wiedząc co ze sobą zrobić. 

Rozchyliła powieki. W pokoju było ciemno i nieco chłodniej. Zasłonka poruszała się pod wpływem wiatru. Ktoś tu był... I czuła, że nie jest sama. Podniosła się na łóżku rozglądając po pokoju, ale nikogo nie widziała. Albo ten ktoś nie chciał być zauważony. Przełknęła ślinę, zaciskając dłonie na kołdrze. Wciąż siedziała, uważnie obserwując pokój. Było jednak zbyt ciemno, aby była w stanie zobaczyć cokolwiek. Dopiero poczuła. Materac załamał się pod wpływem czyjegoś ciężaru. 
- Masz lampkę po lewej stronie. Zapal ją – usłyszała głos z ciemności. Automatycznie wykonała to polecenie, a kiedy niewielkie światło rozjaśniło pokój dostrzegła bruneta. Siedział na końcu łóżka wbijając w nią swój wzrok. Oblał ją zimny pot. Czekała na uderzenie, wyzwiska, rozkazy... - Nie ma takiej potrzeby – zapewnił.
Ton jego głosu wskazywał na dobry humor. Tak samo jak błyski w oczach, które albo okazywały się być niebezpieczne, albo wręcz przeciwnie. 
- Porozmawiajmy, Anabelle.
Dzień dobry czy dobry wieczór? Przed nami kolejny rozdział, który pojawił się szybciej, niż myślałam. Wena mnie dopadła nagle, a ja skorzystałam. Nie byłam pewna jak chcę przedstawić ten rozdział. Trochę jestem niepewna, ale mimo wszystko zadowolona z tego jak mi to wyszło. Ocenę zostawiam wam. nie będę przeciągać zbędnej gadki. Dziękuję oczywiście wszystkim i do następnego rozdziału!
Edit 28.04.2017 - Najserdeczniejsze życzenia dla Klaudii! <3 ❤♡